Sarah Andersen – Uterus Plushie

Z oka­zji wczo­raj­sze­go Dnia Kobiet mam dla was bar­dzo bab­skie­go Dyr­dy­ma­ła. Nie ucie­kaj­cie jed­nak, jeśli z róż­nych przy­czyn opi­sa­ny w tytu­le pro­blem was nie doty­czy. Bo może zna­cie kogoś, kto musi zma­gać się z bólem mie­siącz­ko­wym i dzię­ki infor­ma­cjom tutaj zawar­tym – pod­po­wie­cie takiej kobie­cie, co może jej pomóc.

Zauwa­ży­łam też, że oso­by, któ­re takie­go bólu nie doświad­czy­ły lub odczu­wa­ją go w mniej­szym stop­niu, nie zawsze rozu­mie­ją, z czym musi zma­gać się ktoś taki, jak ja. I to był jeden z powo­dów dla któ­rych zde­cy­do­wa­łam się na opi­sa­nie, jak na prze­strze­ni wie­lu lat wyglą­da­ła moja wal­ka z bole­sną men­stru­acją. Dru­gim powo­dem jest nato­miast to, że chcę podzie­lić się swo­im doświad­cze­niem z inny­mi dziew­czy­na­mi, któ­re taki ból odczu­wa­ją, bo może dzię­ki temu uda się im upo­rać z tą przy­pa­dło­ścią szyb­ciej, niż mi.

Waż­ne uwa­gi na począ­tek

Nie posia­dam wykształ­ce­nia medycz­ne­go i zawar­te tutaj facho­we dane opar­łam na wie­dzy z Wiki­pe­dii, nato­miast resz­ta infor­ma­cji jest opi­sem moich doświad­czeń. Inny­mi sło­wy tego tek­stu nie nale­ży trak­to­wać jako pora­dy medycz­nej! Przed zasto­so­wa­niem opi­sa­nych tutaj lekarstw nale­ży zapo­znać się z ulot­ką dołą­czo­ną do ich opa­ko­wa­nia lub skon­sul­to­wać się z leka­rzem lub far­ma­ceu­tą. Ponad to, to że coś zadzia­ła­ło w moim przy­pad­ku wca­le nie ozna­cza, że pomo­że tak­że tobie. A poza tym: tekst nie jest przez niko­go, w żaden spo­sób spon­so­ro­wa­ny.


Nato­miast jeśli nie chce ci się czy­tać całe­go Dyr­dy­ma­ła i pra­gniesz od razu dowie­dzieć się, co pomo­gło mi upo­rać się z bólem mie­siącz­ko­wym klik­nij TUTAJ.

Co to za ból?

Z bole­sną men­stru­acją musia­łam zma­gać się nie­mal od chwi­li, w któ­rej zaczę­łam mie­siącz­ko­wać. Kon­sul­to­wa­łam ten pro­blem z kil­ko­ma gine­ko­lo­ga­mi (bo cza­sem taką przy­pa­dłość da się wyle­czyć) i nie­ste­ty wszy­scy posta­wi­li taką samą dia­gno­zę – pro­blem wyni­ka z budo­wy mojej maci­cy i nic nie moż­na na nie­go pora­dzić. To zna­czy: pra­wie nic, bo kil­ku gine­ko­lo­gów zasu­ge­ro­wa­ło, że być może ból prze­sta­nie mi doku­czać „po pierw­szej cią­ży”*.

Co wię­cej, w moim przy­pad­ku bole­sne mie­siącz­ko­wa­nie jest też „wadą gene­tycz­ną”, bo z dokład­nie tym samym pro­ble­mem (choć w znacz­nie mniej­szym stop­niu) zma­ga­ła się moja Mama (i Bab­cia chy­ba też).

Fable – How my period works

Najgorszą rzeczą w bolesnej menstruacji, poza samym bólem, jest to, że problem powraca cyklicznie, ale nie da się przewidzieć, kiedy dokładnie nastąpi. Z tego powodu osoba taka, jak ja, co miesiąc ma w kalendarzu tydzień, w którym stara się niczego nie planować, bo wie, że jednego dnia będzie wtedy umierać z bólu, ale do końca potrafi określić – którego.

autorka grafiki: Fable

A co dokład­nie czu­je kobie­ta, któ­ra ma bole­sne mie­siącz­ko­wa­nie? Coś wię­cej, niż po pro­stu ból brzu­cha. To ból, któ­ry z brzu­cha pro­mie­niu­je na całe cia­ło. W moim przy­pad­ku naj­bar­dziej (poza brzu­chem) odczu­wam go w udach, w któ­rych bolą mnie zarów­no mię­śnie, jak i kości. I podob­nie, choć w znacz­nie mniej­szym stop­niu – boli mnie całe cia­ło. I jest to ból tak sil­ny, że – wbrew temu, co mówią rekla­my – nie moż­na go wyle­czyć jed­ną tablet­ką No-Spy lub środ­ka prze­ciw­bó­lo­we­go.

Nie potra­fię wska­zać inne­go rodza­ju bólu, któ­ry był­by podob­ny do tego, jaki odczu­wam pod­czas mie­siącz­ko­wa­nia. Jeśli jed­nak potrze­bu­je­cie punk­tu odnie­sie­nia, to jest on tro­chę zbli­żo­ny do moc­ne­go bólu mię­śni, któ­ry towa­rzy­szy oso­bom cho­rym na gry­pę.


* Tu war­to dodać, że „pierw­sza cią­ża” powin­na być w jakiś spo­sób refun­do­wa­na przez NFZ, bo sły­sza­łam, że potra­fi nie tyl­ko wyle­czyć bole­sne mie­siącz­ko­wa­nie, ale tak­że redu­ku­je trą­dzik, popra­wia wzrok, regu­lu­je roz­chwia­ny układ lim­fa­tycz­ny (ta dole­gli­wość powo­du­je ten­den­cje do omdleń) i podej­rze­wam, że ma jesz­cze wie­le innych cudow­nych wła­ści­wo­ści.

Mama nie zawsze wie naj­le­piej

Zanim przej­dę dalej, mam kolej­ną, bar­dzo waż­ną uwa­gę. Nie chcę w żaden spo­sób kry­ty­ko­wać mojej Mamy. Zwłasz­cza, że wiem, iż zawsze zale­ża­ło (i cią­gle zale­ży) jej na moim zdro­wiu i dobrym samo­po­czu­ciu. Muszę wam jed­nak przed­sta­wić pew­ne błęd­ne zało­że­nie, któ­re przez wie­le lat wpa­ja­ła mi moja Mama, na wypa­dek jak­by­ście wy (lub wasze Mamy) myśla­ły podob­nie.


No dobrze, przejdź­my do kon­kre­tów. Cho­dzi o to, że moja Mama zawsze powta­rza­ła mi, iż po tablet­kę prze­ciw­bó­lo­wą nale­ży się­gać tyl­ko w osta­tecz­no­ści, w sytu­acji, w któ­rej ból sta­je się nie do wytrzy­ma­nia.


Pro­blem w tym, że taki ibu­pro­fen zaczy­na dzia­łać dopie­ro pół godzi­ny po spo­ży­ciu, nato­miast peł­ną moc osią­ga jakąś godzi­nę póź­niej. A to ozna­cza, że jeśli zaży­je się go dopie­ro wte­dy, kie­dy ból jest nie do wytrzy­ma­nia, to minie jakieś czter­dzie­ści pięć minut, zanim czło­wiek zacznie czuć się lepiej.

Sarah Graley – The Bloodening

autorka grafiki: Sarah Graley

Na szczę­ście Mama pozwa­la­ła mi zosta­wać w domu i nie cho­dzić do szko­ły zawsze, kie­dy dopa­dał mnie ból mie­siącz­ko­wy. Dzię­ki temu mogłam cały dzień leżeć w łóż­ku i albo zwi­jać się w kłę­bek z bólu, któ­ry jesz­cze nie był aż tak nie do wytrzy­ma­nia, by się­gać po tablet­kę, albo był już tak nie do wytrzy­ma­nia, że się­gnę­łam po tablet­kę i musia­łam cze­kać, aż ta zacznie dzia­łać.

Przy czym, żeby była jasność: moja Mama nigdy nie zabra­nia­ła mi zaży­wać table­tek czę­ściej. Po pro­stu wycho­wa­ła mnie w prze­ko­na­niu, by po lek prze­ciw­bó­lo­wy się­gać dopie­ro w osta­tecz­no­ści. I pod­kre­ślę jesz­cze raz: w żad­nym wypad­ku nie mam jej tego za złe. Po pro­stu wspo­mi­nam o tym, bo być może wy (lub wasze Mamy) rozu­mu­je­cie podob­nie.

Sarah Andersen – Life on your period (part 1)

autorka grafiki: Sarah Andersen

O tym, jak bar­dzo błęd­ne w przy­pad­ku bole­sne­go mie­siącz­ko­wa­nia jest odkła­da­nie na ostat­nią chwi­lę się­gnię­cia po śro­dek prze­ciw­bó­lo­wy, prze­ko­na­łam się w waka­cje, przed kla­są matu­ral­ną, pod­czas ostat­niej let­niej kolo­nii, w któ­rej bra­łam udział. Ból mie­siącz­ko­wy dopadł mnie wte­dy przed śnia­da­niem, więc poza zasa­dą „po tablet­kę prze­ciw­bó­lo­wą się­ga się tyl­ko w osta­tecz­no­ści”, zasto­so­wa­łam się też do pora­dy, by nie zaży­wać leku prze­ciw­bó­lo­we­go na pusty żołą­dek.

Kie­dy szłam na sto­łów­kę, na śnia­da­nie, zaczę­łam widzieć mrocz­ki przed ocza­mi – dokład­nie takie same, jak wte­dy, kie­dy czło­wiek za szyb­ko wsta­je. Pro­blem pole­gał na tym, że tam­te­go ran­ka, mrocz­ki zamiast zni­kać – robi­ły się coraz więk­sze i po pew­nym cza­sie przy­sło­ni­ły mi całe pole widze­nia. Nie pani­ko­wa­łam, bo domy­śli­łam się, co mogło wywo­łać tą nagłą utra­tę wzro­ku. Dla­te­go po pro­stu zatrzy­ma­łam się i popro­si­łam prze­cho­dzą­ce obok mnie oso­by, by zapro­wa­dzi­ły mnie do higie­nist­ki, bo nicze­go nie widzę.

Oczy­wi­ście jakiś czas póź­niej mrocz­ki przed moimi ocza­mi znik­nę­ły. Ale od tam­tej pory zawsze, kie­dy dopa­da mnie ból mie­siącz­ko­wy boję się, że znów mogę z jego powo­du chwi­lo­wo oślep­nąć. I choć wiem, że zabrzmi to głu­pio, naj­bar­dziej mar­twi mnie nie sama utra­ta wzro­ku (bo ta prze­cież minie), tyl­ko to, że będę musia­ła z jej powo­du pro­sić o pomoc postron­ne oso­by i tym samym – zro­bić wokół sie­bie nie­po­trzeb­ne zamie­sza­nie.

Gemma Correll – Menstrual Island

autorka grafiki: Gemma Correll

Dodaj­cie do tego to, że po tym, jak zda­łam matu­rę i poszłam naj­pierw na stu­dia, a potem do pra­cy – nie mogłam już ot tak, z powo­du bole­sne­go mie­siącz­ko­wa­nia leżeć cały dzień w łóż­ku. Wszak tego typu nie­obec­no­ści nie dało się już uspra­wie­dli­wić napi­sa­nym przez Mamę pismem z wyja­śnie­niem, że byłam nie­dy­spo­no­wa­na.

To wszyst­ko spo­wo­do­wa­ło, że prze­sta­łam się­gać po środ­ki prze­ciw­bó­lo­we dopie­ro w osta­tecz­no­ści i zaczę­łam je zaży­wać już w chwi­li, w któ­rej ból dopie­ro się poja­wiał. Dzię­ki temu uda­ło mi się jakoś prze­trwać stu­dia i pierw­sze lata pra­cy, choć moja wal­ka z bole­snym mie­siącz­ko­wa­niem wca­le nie dobie­gła koń­ca.

Ibu­pro­fen to nie wszyst­ko

Przez wie­le lat wal­czy­łam z bole­snym mie­siącz­ko­wa­niem mie­szan­ką No-Spy z ibu­pro­fe­nem. Nie­ste­ty z cza­sem – nie wiem, czy z powo­du tego, że mój orga­nizm uod­por­nił się na te lekar­stwa, czy też przez to, bo ból stał się bar­dziej dotkli­wy – musia­łam zaży­wać tych spe­cy­fi­ków coraz wię­cej. To nato­miast nie było obo­jęt­ne dla moje­go orga­ni­zmu i zwy­kle koń­czy­ło się tym, że po jed­nym dniu bole­sne­go mie­siącz­ko­wa­nia cze­ka­ło mnie kil­ka dni rewo­lu­cji żołąd­ko­wej.

Ibuprofen

Ponieważ zaczyna mi brakować śmiesznych obrazków o menstruacji (to znaczy: jest ich w internecie dość sporo, ale w większości przypadków trudno określić ich oryginalne źródło lub autora), to tak w dużym przybliżeniu wygląda ibuprofen.

źródło grafiki: WikiMedia

Ratu­nek przy­szedł od dość nie­spo­dzie­wa­nej stro­ny, bo od reu­ma­to­lo­ga. Lekarz ten prze­pi­sał mi śro­dek prze­ciw­bó­lo­wy na mię­śnie łydek, któ­re dają mi się we zna­ki przy każ­dej zmia­nie pogo­dy. I pod­czas jed­nej z napraw­dę bole­snych mie­sią­czek, w akcie despe­ra­cji się­gnę­łam po tablet­ki od reu­ma­to­lo­ga, licząc na to, że lek na recep­tę zadzia­ła lepiej, od takie­go, któ­ry jest ogól­no­do­stęp­ny.

Eks­pe­ry­ment się udał i co wię­cej – prze­szedł moje naj­śmiel­sze ocze­ki­wa­nia, bo jed­na tablet­ka prze­go­ni­ła ból na cały dzień.


Głu­pio mi było jed­nak iść do reu­ma­to­lo­ga i pro­sić go, by wypi­sał mi następ­ną recep­tę na ten sam spe­cy­fik z powo­du bólu mie­siącz­ko­we­go. Poza tym gene­ral­nie nie lubię tra­cić cza­su na cho­dze­nie po leka­rzach i pro­sze­nie ich o recep­ty. Dla­te­go spraw­dzi­łam, czy magicz­ne lekar­stwo moż­na kupić w mniej­szym stę­że­niu, bez recep­ty. I na szczę­ście oka­za­ło się, że jest to moż­li­we.

Drotaweryna

A oto drotaweryna, czyli związek chemiczny, który sprawia, że No-Spa działa tak, jak działa.

źródło grafiki: WikiMedia

Cudow­nym środ­kiem prze­ciw­bó­lo­wym oka­zał się melok­sy­kam. Jeśli ta nazwa nic wam nie mówi, to pod­po­wiem, że śro­dek ten moż­na zna­leźć cho­ciaż­by w Opo­ka­nie.

Tablet­ki sprze­da­wa­ne bez recep­ty zawie­ra­ją 7,5mg melok­sy­ka­mu, nato­miast mak­sy­mal­ne dzien­ne spo­ży­cie tej sub­stan­cji nie powin­no prze­kra­czać 15mg (tyle melok­sy­ka­mu zawie­ra­ją dwie tablet­ki bez recep­ty lub jed­na na recep­tę).

W odróż­nie­niu od ibu­pro­fe­nu, melok­sy­kam niwe­lu­je tyl­ko ból mię­śni i – co dla mnie było szcze­gól­nie istot­nie – znacz­nie mniej podraż­nia żołą­dek.

Meloksykam

Mój bohater – meloksykam.

źródło grafiki: WikiMedia

Z racji tego, że moż­na zażyć mak­sy­mal­nie dwie tablet­ki melok­sy­ka­mu na dobę, pierw­szą daw­kę leku przyj­mo­wa­łam rano, razem z No-Spą, a następ­ną – jeśli była taka potrze­ba – dopie­ro czte­ry godzi­ny póź­niej. Przed tymi czte­re­ma godzi­na­mi, jeśli czu­łam, że ból się nasi­la – się­ga­łam dodat­ko­wo po ibu­pro­fen.

Jed­nak z racji tego, że każ­dy ból mie­siącz­ko­wy jest inny – cza­sem jeden melok­sy­kam i parę ibu­pro­fe­nów zała­twia­ło spra­wę, a cza­sem po dwóch melok­sy­ka­mach i kil­ku ibu­pro­fe­nach cały czas czu­łam nara­sta­ją­cy ból.


Na szczę­ście jakiś czas temu los zno­wu się do mnie uśmiech­nął i roz­wią­za­nie powyż­sze­go pro­ble­mu ponow­nie zna­la­zło się samo. Inna sub­stan­cja prze­ciw­bó­lo­wa – keto­pro­fen (dostęp­ny mię­dzy inny­mi w Keto­na­lu) – zaczę­ła być sprze­da­wa­na bez recep­ty. Dzię­ki temu zyska­łam koło ratun­ko­we, po któ­re mogłam się­gnąć wte­dy, kie­dy ból mie­siącz­ko­wy był szcze­gól­nie dotkli­wy.

Ketoprofen

Ketoprofen czyli związek ostatecznego, przeciwbólowego ratunku.

źródło grafiki: WikiMedia

Cały czas spo­ko­ju nie dawa­ła mi jed­nak wpa­ja­na przez lata mądrość Mamy, by po środ­ki prze­ciw­bó­lo­we się­gać tyl­ko w osta­tecz­no­ści. Poza tym czu­łam, że łyka­nie table­tek nie jest obo­jęt­ne dla moje­go orga­ni­zmu. Nie potra­fi­łam jed­nak zna­leźć inne­go spo­so­bu, któ­ry gwa­ran­to­wał­by, że pod­czas tego jed­ne­go dnia w mie­sią­cu będę mogła funk­cjo­no­wać w mia­rę nor­mal­nie i dam radę wysie­dzieć osiem godzin w pra­cy. No i że przy oka­zji nie oślep­nę.

Roz­wią­za­nie z rekla­my

Nie mam poję­cia, czy zade­cy­do­wa­ły o tym skryp­ty śle­dzą­ce moje sur­fo­wa­nie po inter­ne­cie, czy po pro­stu zna­la­złam się w gru­pie doce­lo­wej, do któ­rej była kie­ro­wa­na rekla­ma. W każ­dym razie, jakiś czas temu los zno­wu się do mnie uśmiech­nął i zarów­no na Face­bo­oku, jak i Insta­gra­mie, co chwi­lę zaczę­łam widzieć Livię.

Pogrze­ba­łam tro­chę w inter­ne­cie i odkry­łam, że poka­za­ne w rekla­mie roz­wią­za­nie to żaden prze­kręt i teo­re­tycz­nie powin­no dzia­łać.

Livia jest bowiem urzą­dze­niem wyko­rzy­stu­ją­cym prze­zskór­ną sty­mu­la­cję ner­wów (ina­czej nazy­wa­ną elek­tro­sty­mu­la­cją prą­da­mi TENS)mecha­nizm bram­ki bólo­wej. Dzia­ła­nie tego dru­gie­go zja­wi­ska jest dość pro­ste. Każ­dy nerw w naszym cie­le może w jed­nej chwi­li prze­no­sić tyl­ko jeden sygnał ner­wo­wy. A sygna­ły te, to nic inne­go, jak impul­sy elek­trycz­ne. Jeśli więc nerw „pora­zi się” prą­dem z zewnątrz (na przy­kład z elek­tro­sty­mu­la­to­ra TENS), to w tym cza­sie nie będzie on mógł prze­słać inne­go sygna­łu ner­wo­we­go – takie­go, jak na przy­kład ból.

I dokład­nie na tej zasa­dzie dzia­ła Livia. Przy­kle­ja­my do brzu­cha dwie elek­tro­dy, któ­re wytwa­rza­ją impul­sy elek­trycz­ne, któ­re z kolei blo­ku­ją sygnał ner­wo­wy infor­mu­ją­cy o bólu. Czy­li inny­mi sło­wy: Livia nie spra­wia, że maci­ca prze­sta­je nas boleć, tyl­ko powo­du­je, że infor­ma­cja o bólu nie docie­ra do nasze­go mózgu.

Z Livią są jed­nak trzy pro­ble­my. Po pierw­sze urzą­dze­nie jest dość dro­gie (kosz­tu­je ponad 500 zł), po dru­gie trze­ba je spro­wa­dzać ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, a po trze­cie – elek­tro­dy, któ­re przy­kle­ja­my do brzu­cha trze­ba co jakiś czas wymie­niać, więc znów – nie­faj­nie, że moż­na je kupić tyl­ko po dru­giej stro­nie Atlan­ty­ku.

No i jest jesz­cze jeden szko­puł. Z racji tego, że każ­dy czło­wiek jest inny – na nie­któ­re oso­by elek­tro­sty­mu­la­cja może nie zadzia­łać.


Powyż­sze rze­czy spra­wi­ły, że posta­no­wi­łam spraw­dzić, czy ist­nie­ją inne urzą­dze­nia, któ­re dzia­ła­ją podob­nie, jak Livia, ale moż­na je od ręki dostać w Pol­sce – naj­le­piej w niż­szej cenie. I oka­zu­je się, że tak – takie elek­tro­sty­mu­la­to­ry bez pro­ble­mu moż­na zna­leźć na naszym ryn­ku. Co praw­da więk­szość z nich jest prze­zna­czo­na do niwe­lo­wa­nia bólów mię­śni lub krę­go­słu­pa, ale ist­nie­ją też takie, któ­re są dedy­ko­wa­ne bólom men­stru­acyj­nym.

Wła­śnie dla­te­go zamiast w Livię zaopa­trzy­łam się w pięć razy tań­sze TENS Ova+ (wypro­du­ko­wa­ne przez bry­tyj­ską fir­mę Ten­sCa­re i dostęp­ne w Pol­sce).

Maci­ca pod napię­ciem

Podej­rze­wam, że kie­dy prze­czy­ta­li­ście o pod­pię­tych do cia­ła elek­tro­dach, przez któ­re prze­cho­dzą impul­sy elek­trycz­ne, to ocza­mi wyobraź­ni zoba­czy­li­ście zna­ny z kre­skó­wek lub fil­mów wize­ru­nek czło­wie­ka, któ­ry dotknął się linii wyso­kie­go napię­cia. Tym­cza­sem w rze­czy­wi­sto­ści elek­tro­sty­mu­la­cja prą­da­mi TENS nie jest taka strasz­na i gwa­ran­tu­ję, że z jej powo­du nie sta­nie wam ani jeden włos na gło­wie.

Jak się więc ją odczu­wa? Tro­chę tak, jak­by­ście przy­ło­ży­li do cia­ła wibru­ją­cy tele­fon. Z tą róż­ni­cą, że tym, co wibru­je są wasze mię­śnie. Jest to dość dziw­ne i nie­co sur­re­ali­stycz­ne uczu­cie. Nie powiem, by było ono szcze­gól­nie przy­jem­ne, ale jed­no­cze­śnie – nie jest bole­sne.

TENS Ova Plus

TENS Ova+ nie wygląda tak ładnie, jak Livia, ale podoba mi się to, że ma ekran, z którego możemy przeczytać, w jakim trybie i z jaką siłą działa urządzenie oraz jaki jest stan baterii.

źródło zdjęcia: TensCare

Urzą­dze­nie TENS Ova+ ma czte­ry try­by dzia­ła­nia – każ­dy z nich spra­wia, że mię­śnie drżą w nie­co inny spo­sób. Mamy też moż­li­wość zmia­ny natę­że­nia impul­sów elek­trycz­nych. Sama nigdy nie usta­wi­łam tego dru­gie­go para­me­tru na wię­cej, niż poło­wę ska­li, bo nie było takiej potrze­by. Przy czym żeby być fair muszę nad­mie­nić, że przy więk­szym (czy­li prze­kra­cza­ją­cym poło­wę) natę­że­niu impul­sów, uczu­cie wibro­wa­nia zaczy­na­ło być dla mnie mało kom­for­to­we, a w miej­scach, do któ­rych mia­łam przy­kle­jo­ne elek­tro­dy – czu­łam wte­dy szczy­pa­nie skó­ry.

Wiem, że na papie­rze może to brzmieć nie­przy­jem­nie, ale praw­da jest taka, że po włą­cze­niu urzą­dze­nia bar­dzo szyb­ko prze­sta­je się zwra­cać uwa­gę na wywo­ły­wa­ne przez prą­dy TENS drże­nie mię­śni.


Naj­waż­niej­sze jest nato­miast to, że w moim przy­pad­ku urzą­dze­nie napraw­dę redu­ku­je bóle mie­siącz­ko­we do zera i dzia­ła dużo szyb­ciej, niż leki prze­ciw­bó­lo­we.

Odno­szę też wra­że­nie, że całe to wibro­wa­nie przy oka­zji dzia­ła na moją maci­cę roz­kur­cza­ją­co (czy­li podob­nie, jak No-Spa). Zda­rzy­ło mi się bowiem, że kabel, któ­ry łączy przy­kle­jo­ne do cia­ła elek­tro­dy z urzą­dze­niem uległ roz­łą­cze­niu, ale ja tego w ogó­le nie zare­je­stro­wa­łam, bo pomi­mo „bra­ku prą­du” ból nie powró­cił.

TENS Ova Plus – elektrody – instrukcja

Na początku używania elektrostymulatora TENS trzeba poeksperymentować z przyklejaniem elektrod, bo te przyczepione w jednym miejscu będą działać lepiej, a w innym gorzej.

źródło zdjęcia: TensCare

Swo­ją dro­gą, gdy­bym mia­ła wska­zać na jakieś wady TENS Ova+, to jedy­nym man­ka­men­tem tego urzą­dze­nia jest wła­śnie to, że wtycz­ka z elek­trod bar­dzo łatwo wypa­da z gniazd­ka urzą­dze­nia. Nie potra­fię jed­nak stwier­dzić, na ile jest to pro­blem kon­struk­cyj­ny, a na ile celo­wo zapro­jek­to­wa­ne roz­wią­za­nie – dzię­ki któ­re­mu wtycz­ka wypa­da z gniazd­ka, zamiast je wyła­mać.

Nie­mniej, jeśli kie­dyś będzie­cie uży­wać elek­tro­sty­mu­la­to­ra i zda­rzy się wam podob­ne roz­łą­cze­nie kabel­ków, to zanim ponow­nie pod­łą­czy­cie elek­tro­dy do urzą­dze­nia – naj­pierw zmniejsz­cie natę­że­nie impul­sów elek­trycz­nych. W prze­ciw­nym wypad­ku (co mi przy­da­rzy­ło się już kil­ku­krot­nie) – może­cie doświad­czyć trwa­ją­ce­go kil­ka sekund, nie­przy­jem­ne­go skur­czu mię­śni.

A sko­ro już o elek­tro­dach mowa, to są one pokry­te spe­cjal­ną sub­stan­cją, któ­ra sama przy­kle­ja się do skó­ry i od razu prze­wo­dzi prąd (dzię­ki cze­mu nie musi­my dodat­ko­wo sma­ro­wać elek­trod żelem elek­tro­prze­wo­dzą­cym). Co wię­cej, elek­tro­dy są wie­lo­ra­zo­we­go użyt­ku, a jeśli już się zuży­ją (czy­li prze­sta­ną przy­kle­jać do skó­ry) – za oko­ło 20 zł moż­na kupić ich nowy zestaw.

TENS Ova Plus – elektrody

Elektrostymulacja prądami TENS to dziwne uczucie. Trochę surrealistyczne i nieco nieprzyjemne – ale o niebo lepsze od bólu miesiączkowego.

źródło zdjęcia: TensCare

Tak, jak napi­sa­łam wcze­śniej – każ­dy z nas jest inny i to, że elek­tro­sty­mu­la­cja prą­da­mi TENS zadzia­ła­ła w moim przy­pad­ku wca­le nie ozna­cza, że z wami będzie podob­nie. I choć raz czy dwa mój ból mie­siącz­ko­wy był na tyle duży, że na wszel­ki wypa­dek wola­łam dodat­ko­wo wspo­móc się melok­sy­ka­mem, to odkąd uży­wam TENS Ova+, nigdy nie musia­łam się­gać po wię­cej, niż jed­ną tablet­kę prze­ciw­bó­lo­wą. I choć sama nie mogę w to uwie­rzyć, to w koń­cu, po wie­lu latach zma­gań uda­ło mi się odkryć coś, co pozwa­la mi wygrać z bólem mie­siącz­ko­wym.

Jeśli więc opi­sa­ne prze­ze mnie zma­ga­nia z bole­snym mie­siącz­ko­wa­niem nie są wam obce, to pole­cam, byście tak­że się­gnę­ły po urzą­dze­nie emi­tu­ją­ce prą­dy TENS. Może oka­że się, że w waszym przy­pad­ku to roz­wią­za­nie też zadzia­ła?

Prze­rwij­my mil­cze­nie!

Na koniec tego Dyr­dy­ma­ła chcę podzie­lić się z wami prze­my­śle­niem natu­ry socjo­lo­gicz­nej.

Co jakiś czas sły­szę o pomy­słach na wpro­wa­dze­nie „urlo­pu men­stru­acyj­ne­go” i zaska­ku­je mnie, jak wie­le osób (zarów­no kobiet, jak i męż­czyzn) jest prze­ciw­na takie­mu roz­wią­za­niu. I choć mogę tu tyl­ko gdy­bać, to wyda­je mi się, że takie nasta­wie­nie mają przede wszyst­kim oso­by, któ­re nie muszą co mie­siąc zma­gać się z tak bole­snym (lub jesz­cze gor­szym) mie­siącz­ko­wa­niem, jak ja i nie rozu­mie­ją, jak wiel­ki jest to pro­blem. Ale z dru­giej stro­ny – skąd tacy ludzie mają to wie­dzieć, sko­ro na co dzień, o bólu mie­siącz­ko­wym mówią tyl­ko rekla­my No-Spy lub środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych i wszyst­kie one poka­zu­ją, że zaży­cie jed­nej tablet­ki roz­wią­zu­je spra­wę. Popkul­tu­ra też cał­ko­wi­cie igno­ru­je tą przy­pa­dłość i jeśli już pro­blem bole­snej men­stru­acji się poja­wia, spro­wa­dza się do tego, że boha­ter­ka, któ­ra doświad­cza tej przy­pa­dło­ści, jest po pro­stu smut­na i pozba­wio­na ener­gii*.

ScoopWhoop – You don't want these eggs I made you?

źródło obrazka: ScoopWhoop

Wyda­je mi się też, że spo­łecz­no-kul­tu­ral­ne baga­te­li­zo­wa­nie bólów mie­siącz­ko­wych powo­du­je błęd­ne koło pole­ga­ją­ce na tym, że sama boję się przy­znać do tego, iż cier­pię na taką przy­pa­dłość, bo prze­cież moje kole­żan­ki nigdy się na coś podob­ne­go nie uskar­ża­ją i jak podej­rze­wam – moje kole­żan­ki też uda­ją, że w „te dni” czu­ją się świet­nie, bo ja i inne kobie­ty nie maru­dzą z tego powo­du.


I choć zga­dzam się z tym, że „urlop men­stru­acyj­ny” był­by dużą nie­spra­wie­dli­wo­ścią spo­łecz­ną, to wyda­je mi się, że powin­no ist­nieć jakieś roz­wią­za­nie, któ­re uła­twia­ło­by życie oso­bom takim, jak ja. Na przy­kład „men­stru­acyj­ne L4” pole­ga­ją­ce na tym, że każ­da kobie­ta mogła­by raz w mie­sią­cu wysłać samą sie­bie na jeden dzień zwol­nie­nia lekar­skie­go, bez koniecz­no­ści wizy­ty u praw­dzi­we­go leka­rza. Wie­cie, cho­dzi o to, by oso­ba, któ­ra cier­pi z powo­du mie­siącz­ki, mogła zostać w domu rów­nie bez­pro­ble­mo­wo, jak ja wte­dy, kie­dy cho­dzi­łam do szko­ły i do uspra­wie­dli­wie­nia mojej nie­obec­no­ści wystar­czy­ło jed­no, odręcz­nie napi­sa­ne oświad­cze­nie.

Oczy­wi­ście wiem, że takie roz­wią­za­nie też nie było­by cał­ko­wi­cie fair. Ale powiedz­my sobie szcze­rze – ponie­waż każ­dy z nas jest inny, to nie da się stwo­rzyć świa­ta, któ­ry był­by spra­wie­dli­wy dla wszyst­kich. Moż­na jed­nak dążyć do tego by uczy­nić go lep­szym dla tych, któ­rym z przy­czyn zupeł­nie od nich nie­za­leż­nych żyje się tro­chę trud­niej od innych. I może war­to spró­bo­wać to zro­bić?


UWA­GA, na koniec przy­po­mi­nam, że nie posia­dam wykształ­ce­nia medycz­ne­go i zawar­te tutaj facho­we dane opar­łam na wie­dzy z Wiki­pe­dii, nato­miast resz­ta infor­ma­cji była opi­sem moich doświad­czeń. Inny­mi sło­wy – tego tek­stu nie nale­ży trak­to­wać jako pora­dy medycz­nej! Przed zasto­so­wa­niem opi­sa­nych tutaj lekarstw nale­ży zapo­znać się z ulot­ką dołą­czo­ną do ich opa­ko­wa­nia lub skon­sul­to­wać się z leka­rzem lub far­ma­ceu­tą. Ponad to, to że coś zadzia­ła­ło w moim przy­pad­ku wca­le nie ozna­cza, że pomo­że tak­że tobie.


* Chcia­ła­bym kie­dyś zoba­czyć film lub serial, w któ­rym jakaś hero­ina nie sta­wia się na polu osta­tecz­nej bitwy o wszyst­ko z powo­du tego, że poko­nu­je ją para­li­żu­ją­cy ból mie­siącz­ko­wy.

autor­ka maskot­ki, któ­rej zdję­cie ilu­stru­je wpis: Sarah Ander­sen