Pozo­ry mogą mylić. Ze zwia­stu­na Księ­gi Cza­row­nic wywnio­sko­wa­łam, że będzie to mrocz­ne (w dobrym tego sło­wa zna­cze­niu) urban-fan­ta­sy. Wie­cie, coś w sty­lu House of Cards, ale z cza­row­ni­ca­mi i wam­pi­ra­mi w tle. Tym­cza­sem serial oka­zał się być bar­dziej sty­lo­wą i doj­rza­łą wer­sją Zmierz­chu.

Naj­więk­szym zasko­cze­niem nie jest dla mnie jed­nak fabu­ła Księ­gi Cza­row­nic, tyl­ko to, że choć serial posia­da sce­na­riusz nie­zbyt wyso­kich lotów – jego oglą­da­nie moc­no mnie wcią­gnę­ło. I to do tego stop­nia, że – jak widzi­cie – muszę wam o nim opo­wie­dzieć na łamach Dyr­dy­ma­łów!

PS. Wbrew zwy­cza­jo­wi, będę uży­wać pol­skie­go tytu­łu seria­lu, bo jest łatwiej­szy do zapi­sa­nia.

Wyci­sza­ją­ce jaj­ko po szkoc­ku

Nie wiem, czy wyni­ka to z ata­ku­ją­ce­go mnie na każ­dym kro­ku nad­mia­ru i szu­mu infor­ma­cji, czy po pro­stu się zesta­rza­łam; w każ­dym razie, choć nie pogar­dzę dobrym seria­lem sen­sa­cyj­nym, coraz czę­ściej moją uwa­gę przy­ku­wa­ją pro­duk­cje o spo­koj­niej­szej akcji. Taki Good Fight albo Bet­ter Call Saul nie są prze­cież rze­cza­mi, któ­re oglą­da­ło­by się w napię­ciu sie­dząc na skra­ju kana­py (choć, kie­dy sytu­acja tego wyma­ga – potra­fią wywo­łać emo­cje), ale i tak z nie­cier­pli­wo­ścią wycze­ku­ję na ich nowe odcin­ki.


Innym przy­kła­dem niech będzie Bro­ad­church. Są w tym seria­lu momen­ty, do oglą­da­nia któ­rych lubię wra­cać, bo pozwa­la­ją mi wylu­zo­wać się po cięż­kim dniu. Taka sce­na roz­mo­wy przy jaj­ku po szkoc­ku, na przy­kład. Jest w niej jakiś taki spo­koj­ny rytm, któ­ry poma­ga wyci­szyć myśli.

Broadchurch - Jajko po szkocku

Są takie chwile, kiedy zamiast po wódkę lepiej sięgnąć po jajko po szkocku.

źródło zdjęcia: kadr z trzeciego sezonu serialu Broadchurch

Cze­mu o tym wszyst­kim wspo­mi­nam? Bo o ile w Bro­ad­church relak­su­ją­cych scen jest zale­d­wie kil­ka, tak Księ­ga Cza­row­nic skła­da się nie­mal w poło­wie z takich wła­śnie ujęć.

Sztu­ka malo­wa­nia świa­tłem

Spo­wi­te mgłą i oświe­tlo­ne poran­nym słoń­cem, neo­go­tyc­kie budyn­ki Oxfor­du, ską­pa­ne w pół­mro­ku zabyt­ko­we wnę­trza, nowo­cze­sne labo­ra­to­rium wypeł­nio­ne zim­nym bla­skiem kom­pu­te­ro­wych moni­to­rów. W Księ­dze Cza­row­nic od oglą­da­nia takich na pozór bła­hych ujęć nie spo­sób się ode­rwać.

Księga Czarownic - Światło i cień

Prawie, jak u Caravaggia, serial jest utrzymany w ciemnych tonacjach i „malowany” światłem.

Na tym popi­sy ope­ra­to­rów kamer i osób odpo­wie­dzial­nych za oświe­tle­nie się nie koń­czą. Tere­sa Pal­mer, któ­ra gra tu głów­ną boha­ter­kę – Dia­nę Bishop – w każ­dym innym fil­mie lub seria­lu jest po pro­stu blon­dyn­ką o nie­bie­skich oczach (i oglą­da­jąc ją, raczej nie zwró­ci­cie uwa­gi na to dru­gie). Tym­cza­sem w Księ­dze Cza­row­nic oczy aktor­ki w nie­któ­rych momen­tach nie­mal jarzą się sza­fi­ro­wym bla­skiem. Dodat­ko­wo ich kolor jest pod­kre­śla­ny przez nie­bie­skie stro­je Dia­ny. Dodaj­my do tego, że kobie­ta jest zazwy­czaj oświe­tla­na w bar­dzo korzyst­ny dla swo­jej uro­dy spo­sób. Efekt? Kie­dy Tere­sa Pal­mer poja­wia się na ekra­nie, nie mogę prze­stać się na nią gapić. I te jej nie­bie­skie oczy – rety, chy­ba nigdy wcze­śniej nie widzia­łam kogoś o takim spoj­rze­niu!

Księga Czarownic - Teresa Palmer

Może to jej urok. Może to magiczne moce kamerzysty i oświetleniowca. A może zaczarowany filtr kolorów nałożony na nagranie w postprodukcji.

Bez względu na to, co to jest – ewidentnie mamy tu do czynienia z nadprzyrodzonym zjawiskiem!

Pochwa­li­łam kame­rzy­stów i oświe­tle­niow­ców, ale rów­nie duże bra­wa nale­żą się oso­bom odpo­wie­dzial­nym za sce­no­gra­fię. Poja­wia­ją­ce się w tle przed­mio­ty z jed­nej stro­ny powo­du­ją, że kadry są cie­kaw­sze, a z dru­giej – spra­wia­ją, że kli­mat seria­lu sta­je się jesz­cze bar­dziej magicz­ny. A obser­wo­wa­nie pro­ce­du­ry tak banal­nej, jak wysła­nie rewer­su do biblio­tecz­ne­go maga­zy­nu, nie­spo­dzie­wa­nie oka­zu­je się czymś bar­dzo inte­re­su­ją­cym.

Por­no dla biblio­fi­li

W popkul­tu­rze biblio­te­ki są czę­sto przed­sta­wia­ne w magicz­no-roman­tycz­ny spo­sób. I choć nie ma to nic wspól­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią*, to nawet oso­by, któ­re tak, jak ja, zna­ją praw­dzi­we obli­cze biblio­tek – potra­fią się tą wizją zachwy­cić.

W pierw­szych trzech odcin­kach Księ­gi Cza­row­nic spo­ra część akcji roz­gry­wa się w sta­rej, Oxfordz­kiej biblio­te­ce i twór­cy seria­lu mak­sy­mal­nie wyko­rzy­sta­li kli­ma­tycz­ność tego miej­sca. Do tego stop­nia, że oglą­da­nie tych scen daje nie­przy­zwo­icie dużą satys­fak­cję.

Księga Czarownic - Biblioteka

Ciekawostka: tych ujęć nie kręcono w prawdziwej bibliotece (czyżby ekipa filmowa nie potrafiła zachować ciszy?). Zamiast tego w studio, w najdrobniejszych szczegółach, odtworzono wygląd oxfordzkiej czytelni.

Tu nie cho­dzi już tyl­ko o to, jak wnę­trze biblio­te­ki zosta­ło oświe­tlo­ne i nakrę­co­ne, o sce­no­gra­fię i o pięk­ną Tere­sę Pal­mer.

W wypeł­nia­ją­cej czy­tel­nię ciszy, sze­lest papie­ru miło łasko­tał moje uszy. A Dia­na doty­ka­ła zabyt­ko­we książ­ki z taką czu­ło­ścią, że kie­dy na to patrzy­łam, nie­mal czu­łam pod opusz­ka­mi pal­ców ich fak­tu­rę.

Sama nie wiem kie­dy, atmos­fe­ra w biblio­te­ce sta­ła się gęsta od pew­ne­go rodza­ju napię­cia ero­tycz­ne­go. To było dziw­ne. Tak dziw­ne, że myśla­łam, iż dziw­niej już być nie może. I wte­dy Dia­na zaczę­ła wzdy­chać nad sta­rym ręko­pi­sem w taki spo­sób, że chy­ba się zaru­mie­ni­łam. Uwierz­cie mi, żaden inny serial, któ­ry może­cie zna­leźć na HBO, nie jest tak nie­przy­zwo­ity, jak sce­ny w biblio­te­ce w Księ­dze Cza­row­nic!

Księga Czarownic - Czytanie-książki

Gdyby podczas mojego dyżuru na czytelni, ktoś zaczął wzdychać do starych książek tak, jak Diana Bishop, prawdopodobnie zadzwoniłabym po ochronę… albo karetkę, bo pomyślałabym, że głupia baba tak mocno zaciągała się zapachem starych książek, że w końcu dostała ataku astmy.

Na prze­glą­da­niu sta­ro­dru­ków i zabyt­ko­wych ręko­pi­sów, eks­ce­sy się jed­nak nie skoń­czy­ły. Bo kie­dy tyl­ko uda­ło się nam jakość ochło­nąć, do biblio­te­ki wkro­czył Mat­thew Goode. I wziął książ­kę do ręki. A to już było total­ne beze­ceń­stwo**. Nic dziw­ne­go, że ten serial jest emi­to­wa­ny po wie­czo­ryn­ce!

Księga Czarownic - Matthew Goode i książka

Matthew Goode w bibliotece, z książką w dłoni, czyli pornografia w najgrzeszniejszej postaci.

* Poważ­nie, nie zacią­gaj­cie się zapa­chem sta­rych ksią­żek, bo skła­da się on z mie­sza­ni­ny roz­to­czy, bak­te­rii i grzy­bów!

** Z racji tego, że w tek­ście trud­no jest wyra­zić iro­nicz­ny ton, to na wypa­dek, jak­by­ście się nie zorien­to­wa­li – ja nie piszę o tym ero­ty­zmie na serio!

Gen­tle­man w gar­ni­tu­rze

Mat­thew Goode jest takim typem akto­ra, któ­ry dobrze wyko­nu­je swo­ją pra­cę, ale jed­no­cze­śnie – zupeł­nie nie zasłu­gu­je na Osca­ra. Nie wiem, na ile wyni­ka to z jego umie­jęt­no­ści, a na ile z tego, do jakich ról jest zatrud­nia­ny, w każ­dym razie Bry­tyj­czyk nie­mal zawsze gra ten sam typ posta­ci – nie­co tajem­ni­cze­go i zdy­stan­so­wa­ne­go gen­tle­ma­na w gar­ni­tu­rze.

Matthew Goode w „The Good Wife”

Czy to kolejny kadr z Księgi Czarownic? Nie, to Matthew Goode w The Good Wife (czyli tak na marginesie pierwszej produkcji, w której zauważyłam tego aktora).

źródło zdjęcia: CBS

Co praw­da żad­na z gra­nych przez Goode­go posta­ci nie jest dokład­nie taka sama – widać, że aktor sta­ra się, by róż­ni­ły się one pew­ny­mi niu­an­sa­mi. Gdy­by jed­nak zmon­to­wać role Bry­tyj­czy­ka w jeden film, spo­koj­nie wyszła­by z tego histo­ria o wam­pi­rze, któ­ry – żeby ukryć swo­ją nie­śmier­tel­ność – co jakiś czas zmie­nia toż­sa­mość i przy oka­zji nie­znacz­nie mody­fi­ku­je wła­sne zacho­wa­nie.

A sko­ro o wam­pi­rach mowa: w Księ­dze Cza­row­nic aktor świet­nie spi­su­je się w roli takie­go wła­śnie krwio­pij­cy – pro­fe­so­ra Cla­ir­mon­ta.

Wam­pir naj­wyż­szej kla­sy

Podob­nie, jak w przy­pad­ku Tere­sy Pal­mer, ope­ra­to­rzy kamer i oświe­tle­niow­cy z Księ­gi Cza­row­nic zadba­li o to, by Mat­thew Goode pre­zen­to­wał się nie­ziem­sko pięk­nie. Występ Bry­tyj­czy­ka został tak­że pod­ra­so­wa­ny przez dźwię­kow­ców, któ­rzy spra­wi­li, że głos akto­ra, któ­ry już sam w sobie jest miły (głos, nie aktor… choć aktor chy­ba też), w Księ­dze Cza­row­nic roz­brzmie­wa rów­nie przy­jem­nie, co nagra­nia typu ASMR.

Księga Czarownic - Matthew Goode i biblioteczka

Im dłużej oglądam ten serial, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nakręcili go książkowi fetyszyści.

Opra­wa wizu­al­no-dźwię­ko­wa to jed­nak nie wszyst­ko – Mat­thew Goode tak­że wyko­nu­je tu kawał dobrej robo­ty. Jego ruchy są lek­kie i płyn­ne, przez co sta­ją się kolej­nym ele­men­tem seria­lu, któ­re­go oglą­da­nie hip­no­ty­zu­je. Podo­ba mi się też to, że w zależ­no­ści od sytu­acji Goode poru­sza się dyna­micz­nie, dzię­ki cze­mu widać, iż jego boha­ter jest nad­na­tu­ral­nie szyb­ki albo bar­dzo powo­li – czy­li dokład­nie tak, jak nie­śmier­tel­na isto­ta, któ­ra wie, że nie musi się śpie­szyć, bo czas nie ma dla niej zna­cze­nia. Tą dru­gą, wam­pi­rzą cechę, akto­ro­wi uda­ło się wyra­zić tak­że w taki spo­sób, że jego boha­ter cza­sem reagu­je na pew­ne rze­czy lub opo­wia­da na pyta­nia z kil­ku­se­kun­do­wym opóź­nie­niem. Ani razu nie pomy­śli­my wte­dy, że Cla­ir­mont ma sła­by refleks lub nie jest zbyt bystry – on po pro­stu wie, że nie musi się pochop­nie zacho­wy­wać.

Księga Czarownic - Matthew Goode - uśmiech

Wydaje mi się, że wielu aktorów prezentuje się lepiej w „starszym” wieku, bo zmarszczki nadają ich twarzom bardziej interesujący wygląd i dodają mimice ekspresji. Spójrzcie tylko na ten kadr – o ile mniej ciekawie prezentowałby się Matthew Goode, gdyby był w tej scenie młody i gładkolicy, a co za tym idzie – bez takiego światłocienia na twarzy.

Swo­ją grą aktor­ską Goode spra­wia tak­że, że kie­dy jego postać wcho­dzi do poko­ju, od razu wie­my, że to on jest sam­cem alfa. Cla­ir­mont nie musi zacho­wy­wać się bru­tal­nie lub w jaki­kol­wiek inny spo­sób demon­stro­wać swo­jej siły – jed­no sro­gie spoj­rze­nie i drob­na zmia­na into­na­cji w gło­sie Goode­go wystar­czą, byśmy nie mie­li wąt­pli­wo­ści, że gdy­by pan wam­pir chciał – mógł­by nas z łatwo­ścią roze­rwać na strzę­py. Z dru­giej stro­ny, kie­dy Cla­ir­mont obie­cu­je Dia­nie, że nie zro­bi jej krzyw­dy oraz że będzie ją chro­nił – Goode mówi to z takim uczu­ciem, że ani przez moment nie pod­wa­ża­my szcze­ro­ści i praw­dzi­wo­ści jego słów.

Księga Czarownic - Matthew Goode i książki

Miałam zrobić tylko kilka rzutów ekranu na potrzeby Dyrdymałów. Skończyłam z folderem pełnym ładnych ujęć z Matthew Goodem…

Mogła­bym jesz­cze dłu­go wychwa­lać występ Mat­thew Goode­go w Księ­dze Cza­row­nic. Ale powiedz­my sobie szcze­rze – w tej pro­duk­cji naj­bar­dziej liczy się jed­no. To, że aktor jest kolej­nym ele­men­tem seria­lu, na któ­ry po pro­stu miło się patrzy.

Cze­goś tu bra­ku­je

Domy­ślam się, że czy­ta­cie tego Dyr­dy­ma­ła i czy­ta­cie, i pew­nie w gło­wie od dłuż­sze­go cza­su koła­cze się wam myśl: „Hoł­ka, rozu­mie­my, że Księ­ga Cza­row­nic faj­nie wyglą­da, ale o czym w ogó­le jest ten serial?”

I tu docho­dzi­my do naj­bar­dziej pro­ble­ma­tycz­nej kwe­stii.


Księ­ga Cza­row­nic opo­wia­da o na pozór zwy­czaj­nej dziew­czy­nie, któ­ra odkry­wa, że posia­da super magicz­ną moc, i że od niej będą zale­żeć losy świa­ta. A przy oka­zji – nasza boha­ter­ka zako­chu­je się w wam­pi­rze.

Jeśli brzmi to dla was zna­jo­mo, nie myli­cie się – na podob­ną fabu­łę natknę­li­ście się wcze­śniej wie­le razy, w innych książ­kach, fil­mach lub seria­lach fan­ta­sy. I gdy­by­ście pod­czas oglą­da­nia Księ­gi Cza­row­nic gra­li w drin­king game, pole­ga­ją­cy na piciu za każ­dym razem, kie­dy uda­ło­by się wam prze­wi­dzieć, co się zaraz wyda­rzy – szyb­ko upi­li­by­ście się do nie­przy­tom­no­ści.

Księga Czarownic - Schody

Przy okazji oglądania Księgi Czarownic odkryłam, iż mój umysł jest „zbrytaniony” do tego stopnia, że parsknęłam śmiechem na widok klatki schodowej.

Jeśli nie wiecie, na czym polega żart, kliknijcie TUTAJ.

Pro­ble­mem seria­lu nie jest jed­nak to, że się­ga po okle­pa­ne sche­ma­ty. Rzecz w tym, że kie­dy prze­sta­nie się patrzeć na pięk­nie oświe­tlo­ne wnę­trza i uro­cze­go Mat­thew Goode­go, szyb­ko oka­zu­je się, że fabu­ła jest miał­ka i dziu­ra­wa, niczym ser szwaj­car­ski.

Weź­my pierw­szy z brze­gu przy­kład: pro­fe­sor Cla­ir­mont, zdra­dza Dia­nie, że z racji tego, iż jest nie­śmier­tel­ny, co jakiś czas musi zmie­niać miej­sce zamiesz­ka­nia oraz nazwi­sko. Dia­na pyta go, jak brzmi jego praw­dzi­we nazwi­sko. Co odpo­wia­da wte­dy nasz wam­pir? Uwa­ga, trzy­maj­cie się: że jego praw­dzi­we nazwi­sko to… de Cler­mont. Tak, dobrze prze­czy­ta­li­ście! Ale jed­no­cze­śnie sami przy­znaj­cie: cze­goś takie­go na pew­no się nie spo­dzie­wa­li­ście!

Księga Czarownic - Alex Kingston

W Księdze Czarownic zatrudniono masę wspaniałych aktorów i co ważne – ich talent nie został zmarnowany. Poza tym cała obsada była zawsze pięknie oświetlana i filmowana.

Następ­ny kło­pot pole­ga na tym, że o ile pierw­sze trzy odcin­ki Księ­gi Cza­row­nic mia­ły napraw­dę faj­ny kli­mat i che­mię pomię­dzy nie­któ­ry­mi boha­te­ra­mi, tak póź­niej, wszyst­ko to gdzieś znik­nę­ło.

Fru­stru­je mnie też to, jak roz­wi­nę­ła (lub prę­dzej: zwi­nę­ła) się postać Dia­ny Bishop. Na począt­ku ją polu­bi­łam, bo choć wyda­wa­ła się oso­bą cichą i tak zwy­czaj­ną, że aż nud­ną, to kie­dy sytu­acja tego wyma­ga­ła – nie dawa­ła sobie w kaszę dmu­chać i potra­fi­ła sko­men­to­wać pew­ne sytu­acje w iro­nicz­ny spo­sób. Nie­ste­ty od czwar­te­go odcin­ka rola Tere­sy Pal­mer ogra­ni­cza się nie­mal wyłącz­nie do tego, że aktor­ka ład­nie się uśmie­cha albo robi maśla­ne oczy do Mat­thew Goode­go. Kur­cze, gdy­bym ja pozna­ła tysiąc­pięć­set­let­nie­go wam­pi­ra, któ­ry zabrał­by mnie do swo­je­go zam­ku we Fran­cji i jesz­cze powie­dział „będziesz noco­wać w mojej wie­ży” to sko­men­to­wa­ła­bym to na sto dzie­sięć mniej lub bar­dziej głu­pich i zło­śli­wych spo­so­bów*. Tym­cza­sem Dia­na po usły­sze­niu takich infor­ma­cji nie ode­zwa­ła się ani sło­wem.

Księga Czarownic - Okno

OK, tak naprawdę po trzecim odcinku Księga Czarownic popsuła się dlatego, bo bohaterowie przestali odwiedzać bibliotekę. Co prawda sceny we francuskim zamku zostały sfilmowane równie pięknie, ale tam nikt nie wzdycha do starych książek.

* Hmm, wła­śnie dotar­ło do mnie, dla­cze­go do tej pory nie zna­la­złam swo­je­go księ­cia z baj­ki. Oni muszą wyczu­wać, że jestem oso­bą, któ­ry na każ­dym kro­ku żar­to­wał­by z ich szla­chec­twa i dla­te­go omi­ja­ją mnie sze­ro­kim łukiem!

Czy to dno?

Tak, Księ­gi Cza­row­nic nie jest arcy­dzie­łem. Ale nie jest też total­nie zła. Co wię­cej, nie­któ­re rze­czy zosta­ły w niej cał­kiem nie­źle roze­gra­ne. Przy­kła­do­wo Dia­na wie o ist­nie­niu wam­pi­rów, więc nie musi­my przez nie wia­do­mo ile pierw­szych odcin­ków obser­wo­wać, jak boha­ter­ka zasta­na­wia się „kim jest ten tajem­ni­czy, niu­cha­ją­cy książ­ki, gen­tle­man z biblio­te­ki”.

Bar­dzo cie­ka­wie pre­zen­tu­je się też świat przed­sta­wio­ny, a odkry­wa­nie o co cho­dzi z tymi wam­pi­ra­mi, cza­row­ni­ca­mi oraz demo­na­mi daje spo­ro fraj­dy. No wła­śnie – demo­ny! O ile tego, kim są i co potra­fią cza­row­ni­ce oraz wam­pi­ry, może­my się domy­ślić, tak ta ostat­nia, magicz­na rasa, skry­wa wie­le tajem­nic. I to jest bar­dzo na plus.

Księga Czarownic - Hamish

Pal licho romans wampira z czarownicą! Ja chcę więcej pogadanek Clairmonta z jego najlepszym kumplem – demonem Hamishem! I generalnie – więcej Hamisha. Hamish jest super!

Pierw­sze trzy epi­zo­dy Księ­gi Cza­row­nic mnie ocza­ro­wa­ły, następ­ne dwa – roz­cza­ro­wa­ły. Z tego powo­du cięż­ko jest mi spe­ku­lo­wać, co przy­nie­sie resz­ta sezo­nu. Mam nadzie­ję, że serial jesz­cze mnie zachwy­ci, ale jed­no­cze­śnie nie zdzi­wię się, jeśli tak się nie sta­nie. Jed­nak bez wzglę­du na głu­po­ty fabu­lar­ne, póki co z rado­ścią zasią­dę do oglą­da­nia nowych odcin­ków. Bo chy­ba nigdy wcze­śniej nie widzia­łam pro­duk­cji, któ­ra była­by tak ład­nie nakrę­co­na. I któ­rej oglą­da­nie tak bar­dzo by mnie relak­so­wa­ło. O sek­sow­nych biblio­te­kach i przy­stoj­nym wam­pi­rze-Bry­tyj­czy­ku nie wspo­mi­na­jąc.


A czy wy powin­ni­ście zer­k­nąć na Księ­gę Cza­row­nic? Jeśli macie sła­bość do kli­ma­tycz­nych ujęć zabyt­ko­wych wnętrz, sta­rych ksią­żek oraz Mat­thew Goode­go – jak naj­bar­dziej TAK!

Nie bądź pirat!

Zobacz na Upflix, gdzie obejrzeć omawianą produckję legalnie!

o ile nie zosta­ło stwier­dzo­ne ina­czej, zdję­cia ilu­stru­ją­ce wpis są kadra­mi z pierw­szych pię­ciu odcin­ków Księ­gi Cza­row­nic

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej wer­sji blo­ga. Został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz prze­czy­tać tutaj.

Pragniesz większej ilości Dyrdymałów?
Chcesz być na bieżąco informowany o nowych postach?
Masz konto na Facebooku?
Przyłącz się do facebookowej grupy Hołkołaków!

Komentarze:
  • Marlena Bier,

    Zaafe­ro­wa­na swo­ją weną w koń­cu nie napi­sa­łam 🙂 Hmmm... seria­lu nie widzia­łam, ale jeśli mia­ła­byś mnie zachę­cić to tra­fi­łaś w dzie­siąt­kę z tym frag­men­tem o biblio­te­ce. Uwiel­biam biblio­te­ki, te male i wiel­kie, uwiel­biam doty­kać grzbie­tów ksią­żek i wybie­rać jed­ną z nich 🙂 Świet­nie wiem, ze nie nale­ży wdy­chać kurzu, zwłasz­cza ze sta­rych ksią­żek, ale cóż pora­dzić na to, że pach­ną tak intry­gu­ją­co 🙂 Ten jeden raz dane mi było nawet oglą­dać bar­dzo sta­rą księ­gę, oczy­wi­ście z sza­cun­kiem i w ręka­wicz­kach, cóż to było za prze­ży­cie 🙂 Hehe, zda­je się, ze wła­śnie dopi­sa­łam do mojej listy kolej­ny serial, tyl­ko kie­dy ja to wszyst­ko obej­rzę 🙂

    • Hołka,

      Nie zaprze­czam, biblio­te­ki to magicz­ne miej­sca i nie dzi­wi mnie, że oglą­da­nie sta­rej książ­ki było dla cie­bie tak eks­cy­tu­ją­cym prze­ży­ciem. 🙂

      Co do seria­lu, to nie­ste­ty tyl­ko trzy pierw­sze odcin­ki są zja­dli­we. Pro­blem w tym, że nie moż­na obej­rzeć tyl­ko ich, bo potem cie­ka­wość bie­rze górę, czło­wiek chce się dowie­dzieć, jak dalej poto­czą się losy boha­te­rów, i koń­czy na zmia­nę zgrzy­ta­jąc zęba­mi i robiąc face­palm.
      Jeśli więc jesz­cze nie zaczę­łaś oglą­dać „Księ­gi Cza­row­nic”, to dwa razy zasta­nów się, czy napraw­dę chcesz to zro­bić, bo uwierz mi, na pew­no nie prze­rwiesz oglą­da­nia w poło­wie sezo­nu! 😉

  • lab,

    Ja row­niez nie moge ode­rwac wzro­ku od tej kobie­ty... poza jej spoj­rze­niem wszyst­ko sie sta­pia w cos nie­istot­ne­go, sce­na­riusz row­niez.

*Pola wymagane